Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja


Forum - Świat Tajemnic


Nowy temat  |  Spis tematów Nowszy wątek  |  Starszy wątek
Czerwona Księga Junga
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 4
wendol

9 marca 2021

Ten tekst będzie na górze każdej strony w tym temacie, więc tu się nie będę rozpisywał, żeby miejsca nie zajmować.
 

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl
Tajne.tarot-marsylski.pl

 
wendol

9 marca 2021

W temacie "Dojenie owieczek przez Kościół Katolicki. Przesądy KK" napisałem:
""Czerwona Księga" Junga...
Dzięki Igor za rekomendację - jest w drodze.
Mam wiele własnych przemyśleń - od dziecka, przez lata się zastanawiałem nad wieloma sprawami... Zobaczymy na co wpadł Jung :)
Na pewno przerósł swoją epokę i do dziś wielu psychologów woli pozostać przy Freudzie, bo Jung jest dla nich zbyt... rewolucyjny, zbyt... parapsychiczny :)
Psychoanaliza... - spotkałem wielu (kilku) psychologów, którzy musieli coś studiować, żeby wiedzieć. Fajnie się gadało, bo wiedzieli to, co ja - rozumieliśmy się :) Ale bywało, że dochodziliśmy do kwestii, odnośnie których nic nie przeczytali i... byli bezradni - ja podczas rozmowy, logicznie rozumowałem i na coś wpadałem, a oni byli jedynie w stanie coś zacytować (coś, czego ich nauczono) i się zatrzymywali przed... nieznanym.
Jung w tej "Czerwonej Księdze" się nieźle rozpisał (jakieś 650 stron) - jestem bardzo ciekawy, czy nie leje wody.
Spodziewam się, że ta księga to nie tylko kwestia informacyjna, ale przede wszystkim ma wprowadzić czytelnika w pewien stan... umysłu - stan, w którym... idzie się dalej :)"

Właśnie czytam i cóż mogę powiedzieć?
Znalazłem w niej takie zdanie:
"Wiek nasz szuka nowego źródła życia. Ja je znalazłem, piłem z niego, a jego woda smakowała wyśmienicie."
Niech to będzie moja opinia o niej :)
To odnośnie "lania wody", którego się obawiałem :)
Czytanie tej książki sprawia mi niesamowitą przyjemność :)
Bardzo lubię psychologię, a Jung to psychologia najwyższych lotów.
Freud to rzemieślnik, a Jung to artysta :)
Jung prowadził na sobie doświadczenia, badania psychologiczne. Podobnie jak ja był obserwatorem samego siebie, swoich procesów myślowych.
Jung wymyślił "narzędzie", które nazwał "aktywną imaginacją" i miał wizje, z których czerpał wiedzę. Takich wizji zapewne "freudowcy" by się po prostu bali i staraliby się je zwalczać, traktując jako... jakiś rodzaj choroby, podczas gdy Jung ich pragnął, świadomie je wywoływał, by je obserwować, analizować i czerpać naukę.
Jung miał duszę artysty i twierdził, że we współczesności nauka zdominowała wszelkie sfery życia, ograniczając nawet sztukę.
Czy Jung był religijny?
Jak większości z nas od dziecka mu coś wpajano, ale rozczarował się Kościołem.
Natomiast symbolikę religijną uznał za przydatną jako archetypy, mitologię, traktował jako baśnie, które były potrzebne, których jego zdaniem brakowało współczesnemu człowiekowi skupionemu na nauce, na dosłowności.
Mity religijne analizował logicznie i podobnie jak jak doszedł np. do wniosku, że Bóg musiał przewidzieć "grzech" Adama i Ewy, i że taki był jego zamysł.
Teraz zastanawiając się nad tym doszedłem do wniosku, że symbolicznie Adam i Ewa żyli w baśniowej krainie, jak beztroskie dzieci, poznawały zwierzęta, które do nich "mówiły", rozumiały je intuicyjnie, na podstawie zachowania, i opiekował się nimi "rodzic-bóg".
Owoc z drzewa poznania otworzył im oczy, stali się "dorośli", zaczęli wiele rozumieć, dostrzegać np., że są nadzy. Dostali narzędzie poznania - rozum, skończyła się niewinność i od tej pory musieli sami o siebie zadbać i za siebie odpowiadać wobec świata.
W sumie typowa historyjka o dorastaniu ;)
I wszystko byłoby w porządku, gdyby z mądrych bajek Kościół nie robił głupich, szkodliwych bajek, wg których poznanie jest złe i rodzic jest niezadowolony, że dzieci zaczynają myśleć.
Kościół z pełną premedytacją wymyśla szkodliwe bajki, które mają działać na "nieświadomość" (podświadomość) w określonym celu - by ludzie nadal byli dziećmi wobec... Kościoła.
Wracając do Junga, to doszedł on do wniosku, że ludzie odchodząc od religii mają poczucie winy (tak - miałem przestając chodzić do kościoła) i trzeba im coś dać w zamian. Sam poczuł się w obowiązku, by coś dać społeczeństwu... i moim zdaniem dał dużo - możliwość wglądu w siebie, zrozumienia samego siebie i stworzył podstawy współczesnej psychologii i parapsychologii.
Freud postrzegał człowieka jako "maszynę", sumę doświadczeń, z których wynikały późniejsze zachowania jako proces odtwórczy, zaś Jung zwrócił uwagę, że człowiek może też być twórczy, "nieświadomość" można świadomie wykorzystać, "rozmawiać" z nią.
Zdaniem Junga warstwy świadomości należy "zintegrować", by osiągnąć pełnię możliwości i rozwój intuicji, natomiast Freud dążył do pełnej kontroli rozumu i nie pozwalania sobie na "odchyły od normy".
Jung rozumiał potrzebę "imaginacji", swobodnego myślenia, a baśnie i mity traktował jako tego wyraz i środek do rozwoju twórczego myślenia.
Zdaniem Junga paradygmat rozumu, dążenie do kontroli, nie pozwalanie sobie na "imaginacje" doprowadzało do wewnętrznej walki między tymi warstwami świadomości, do "wybuchów" (nerwów), a w szerszym, społecznym ujęciu do wojen.
Jung uważał, że w przypadku zbytniej kontroli samego siebie pojawiają się choroby psychiczne, które wynikają z dążenia organizmu do równowagi, więc im silniej się ograniczamy, tym mocniejsze będą przechyły w stronę "nieświadomości".
Teraz rozumiem, dlaczego w przypadku ścisłych religii i innych ideologii typu faszyzm, czy komunizm ich wyznawcy są tacy agresywni, wpadają w furię jak np. ostatnio różni księża, PiSowcy, czy policja - walczą sami ze sobą i zamiast pozwolić sobie na więcej luzu, to atakują tych, którzy luzu chcą i to wyrażają.
Tak, czy inaczej trwa wewnętrzna walka między warstwami świadomości - zimnym, kalkulującym, kontrolującym rozumem (tu zaliczam też religię, która jest materializmem duchowym), a "nieświadomością" - tu nie mam na myśli braku świadomości, tylko za Jungiem tak określam duchowość, wolnego ducha, wolny, swobodny umysł, który jest twórczy, w odróżnieniu od "zimnej świadomości", która chce trwać niezmiennie w tym, co sobie "poukładała", bo tak się czuje bezpieczniej.
Konflikt narasta, bo tak się dłużej nie da - system ze swoją kontrolą, planami, prognozami, raportami rozrósł się tak, że doszedł do ściany, którą wyznacza nasza planeta, zaczyna się walić pod własnym ciężarem, skomplikowaniem, bo musi coraz więcej pochłaniać zasobów żeby trwać i wszystko obliczać, wyliczać.
Teraz tak sobie pomyślałem, że te kryptowaluty to niezły "żart" :)
Ilość, suma jest określona na początku i z czasem algorytm się komplikuje, by wyrwać coraz mniejsze kawałki.
Może o to chodzi, by ludzie jakieś bardziej ogólne wnioski wyciągnęli.

Jak ktoś się kieruje bardzo "racjonalnym" umysłem, to może coś coraz lepiej robić, wyspecjalizować się w osiąganiu coraz "lepszych" wyników w ramach założonego celu... i tylko tyle.
Może np. produkować coraz lepsze... młotki ;)
Ale poza określone schematy, poza określoną ideologię nie wyjdzie.

Napisałem niedawno do niejakiego "Światowida" z YT - taka nazwa kanału.
Facet walczy z religią, szczyci się tym, że jest zdroworozsądkowym, realnie myślącym ateistą, ale nie zauważył, że dla Kościoła taka biegunowość jest korzystna, bo pasuje do ich retoryki, że z jednej strony jest Kościół wraz z religią, Bogiem i wartościami, a z drugiej jacyś ateiści bez zasad, lewacy bez duchowości i LGBT z chorą ideologią gender.
Kościół sam sobie dał monopol na sprawy "duchowe" i moralne jako "obrońca wartości", resztę zepchnął do opozycji wobec "Boga", a ci ludzie przytakują.
Co "Kowalski" widzi?
- Ano to, co Kościół chce, żeby widział - że albo jesteś z Kościołem, albo przeciw "Bogu".
Zaś wg PiSu albo jesteś z nimi, albo przeciw Polsce i rodzinie Radia Maryja :)
Bóg ma swój Kościół, Maryja ma radio, PiS ma Polskę, a Jezus (ludzie) krzyż pański z tym wszystkim ;/
 

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl
wendol

9 marca 2021

"Jung przyrównał jaźń do hinduskiego pojęcia Brahmana/Atmana. Jednocześnie podał tu definicję duszy. Argumentował, że dusza posiada jakości komplementarne do persony i zawiera te jakości, których brak postawie świadomej. Ten komplementarny charakter duszy znalazł również wyraz w jej charakterze seksualnym, tak że mężczyzna ma duszę kobiecą, czyli animę, a kobieta ma duszę męską, czyli animusa. Odpowiadało to temu, że zarówno mężczyzna, jak i kobieta mają cechy męskie i kobiece."

Normalnie gender już w 1921 roku!
Ludziska zamiast się nad tym zastanowić, nad sobą, to walczą z tą... ideologią, z samymi sobą.
Co ciekawe, to w większości mężczyźni boją się nawet o tym pomyśleć i zamiast tego robią "napinki".
Ja miałem inaczej - był taki okres, że odkryłem w sobie cechy tzw. kobiece, ale z tym nie walczyłem, a wręcz przeciwnie, poddałem się temu i zacząłem gadać, że jestem "kobietą" :)
Takie postrzeganie bierze się ze społecznego programowania, że człowiek powinien się jednoznacznie deklarować, określać odnośnie właściwie wszystkiego na zasadzie czarne/białe, wszystko/nic i zaczynają się "napinki".
Wreszcie doszedłem do wniosku, że pojęcie kobieta/mężczyzna mnie nie definiuje, albo inaczej - że jestem tym i tym, a ogólnie człowiekiem.
Wiele cech można w sobie zintegrować, by stać się istotą kompletną, zamiast tworzyć w sobie jakieś antagonizmy i prowadzić wewnętrzną walkę.
Tylko jak to wytłumaczyć ludziom religijnym lub będącym pod wpływem religii, skoro antagonizmy, polaryzacja są właśnie trzonem religii, jej bazą i siłą napędową, i dlatego różni biskupi "muszą" ciągle czymś straszyć wyznawców i wymyślać wrogów - bez tego ludzie zaczęliby spokojnie, logicznie rozumować, nie dałoby się już "szczuć" i religia w sposób naturalny by straciła wyznawców, bo ludzie zamiast zajmować się walką zastanowiliby się nad sobą, osiągnęli zrozumienie i spokój prawdziwie, zamiast uciekać przed zagrożeniami do kościoła, gdzie dostają tylko odrobinę pożądanych stanów, a jednocześnie są negatywnie stymulowani, żeby nie osiągnąć spełnienia, tylko być cały czas... uzależnionymi pacjentami od czegoś zewnętrznego, zamiast zrozumieć, że są częścią Boga, że zawsze nią byli - wtedy nie byliby podatni na szantaże i uzależnienie od łaski Kościoła i innych religii, które walczą między sobą o... pieniądze.
 

Nie idź przede mną, bo może za tobą nie pójdę. Nie idź za mną, bo może nie potrafię pokazać ci drogi. Idź koło mnie i bądź moim przyjacielem. http://wendol.cba.pl wendol@o2.pl
Igor

3 kwietnia 2021

wendol
9 marca, 04:00

I jak idzie studiowanie pracy kolego sympatyczny?

Pozdrawiam
Igor
 
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 4
Nowy temat  |  Spis tematów Nowszy wątek  |  Starszy wątek

Proszę zalogować się aby zabrać głos na forum.
Jeśli nie masz konta, możesz w prosty sposób zarejestrować się.